Stanęła przed
drzwiami prowadzącymi do Sowiarni. Nerwowo gniotła mały liścik, a po chwili
delikatnie nacisnęła na klamkę. Weszła do środka. Rozejrzała się ostrożnie
dookoła, aby sprawdzić, czy nie ma nikogo wokół. Pomieszczenie, nie licząc sów,
było zupełnie puste. Żadnych innych uczniów, żadnych przeszkód.
Powoli podeszła do jednego z ptaków,
uroczej płomykówki o wdzięcznym imieniu Sally. Pogłaskała ją po brązowym
upierzeniu i uśmiechnęła się delikatnie, kiedy ta zahukała cichutko. To
był jej pierwszy niewymuszony uśmiech w tym tygodniu.
Trzęsącymi się dłońmi zawinęła liścik
w rulonik. Miała ogromną ochotę, by przeczytać go jeszcze raz, ale wiedziała,
że wtedy już nie odważy się go wysłać. Tak bardzo się bała.
Wyciągnęła z kieszeni krótką, bordową
wstążkę i powoli obwiązała wiadomość wokół nóżki Sally. Wzięła głęboki oddech.
- Leć, kochana – powiedziała po
chwili. – I nie wracaj bez odpowiedzi…
Sally spojrzała na swoją panią dużymi
rozumnymi oczami i zahukała cichutko. Z godnością rozpostarła skrzydła i
wyleciała przez okno, rzucając ostatnie, przelotne spojrzenie Alicji.
Wysłany…
Nie wiedziała, czy dobrze robi, pisząc
do ciotki, ale nie potrafiła się od tego powstrzymać. Ostatnio żyła w stresie,
wielkim stresie, i miała ogromny problem z racjonalnym ocenieniem
sytuacji, w której się znajduje. Bo może właśnie popełniła największy błąd w
swoim życiu?
Za
późno na zmiany…
Pozostawała jej tylko nadzieja.
Nadzieja, że nie zrobiła żadnego głupstwa, a nawet, jeśli to wszystko rozejdzie się po kościach. Cała
sytuacja się wyjaśni i okaże się, że ten artykuł był po prostu kolejnym
naciąganiem faktów przez dziennikarzy. Bo przecież wszystko musi się skończyć
dobrze. Nie ma czegoś takiego jak „nieszczęśliwe zakończenie”.
A
może jednak jest?
Nie! Trzeba być dobrej myśli. Nie
można się poddawać. Nigdy. Cała afera jest na pewno w dużym stopniu nadmuchana.
Dziennikarze zawsze tak robią. Piszą o drobnostkach, a pomijają sprawy naprawdę
ważne. Kto wie? Może tak naprawdę Castle Combe jest całe i zdrowe?
Aż
tak by nie nakłamali…
Przesadziła. COŚ stać się musiało.
Gazety mają duży monopol na oszustwa, ale nie do tego stopnia. A to oznacza, że
ktoś musiał umrzeć. Nie mogło być inaczej, bo zaraz zgotowałoby się jeszcze
większe piekło.
O
ile to jeszcze możliwe…
Gwałtowny wiatr zerwał się niespodziewanie,
sprawiając, że okno zatrzasnęło się z hukiem. Alicja drgnęła lekko. Nagle
poczuła, że nie jest sama.
Po raz kolejny rozejrzała się dookoła.
Nie zauważyła niczego podejrzanego. Coś po prostu musiało jej się przywidzieć.
Wzruszyła ramionami i podeszła do okna. Otworzyła je na oścież i wyjrzała na
zewnątrz.
Niebo szarzało. Powoli zbierały się
nad nim ciemne chmury, a wiatr robił się coraz mniej delikatny. Bezlitośnie
miotał jasnymi włosami dziewczyny, która zmarszczyła zaniepokojona czoło.
Coś usłyszała. Zamknęła z powrotem
okno i cofnęła się o kilka kroków. Nie wiedziała, co to było, ale dziwnie
przypominało jej stukot damskich obcasów, który wcale nie dochodził ze schodów
na korytarzu.
- Ktoś tu jest? – zapytała, a jej głos
potoczył się echem po pomieszczeniu. Nie usłyszała odpowiedzi. – Halo? –
dodała, nieco już spanikowana. Ciągle cisza.
Najwyraźniej znowu coś się jej
zdawało. Była ostatnio okropnie przewrażliwiona i nawet jej to nie dziwiło.
Zaśmiała się ze swojej głupoty. Miała nadzieję, że już wkrótce opuszczą ją
wszelkie niedorzeczne myśli.
Czas
wracać…
Wiedziała, że nastąpił najwłaściwszy
moment, aby powrócić do życia. Pora przestać się smucić i spokojnie czekać na
wiadomość. Na pewno niedługo ją dostanie.
Wzięła głęboki oddech, odwróciła się i
wyszła z Sowiarni. Tym razem jednak nie rozglądała się dookoła. Po raz pierwszy
od tygodnia poczuła, że jest zupełnie bezpieczna i wiedziała, co robić dalej…
Alicja Thomas-Smith nie rzuciła
ostatniego spojrzenia na pomieszczenie. Nie rozejrzała się i nie posprawdzała
wszystkich kątów w poszukiwaniu jakiejś niepowołanej osoby. Nie.
Bezceremonialnie opuściła pomieszczenie i głośno trzasnęła drzwiami.
Trzeba wspomnieć o tym po raz drugi,
aby zrozumieć, jaką wagę miała ta chwila nieuwagi. Chwila, która mogła
ostatecznie zaprzepaścić wszystkie plany młodej dziewczyny, którą właśnie
ukazało osłabione zaklęcie kameleona.
Odsłoniło w ostatnich sekundach pobytu
blondynki w Sowiarni. Bo gdyby, przypuśćmy otwierając drzwi, spojrzała za
siebie – wszystko by się skończyło. Alicja wszakże do głupich nie należała i w
mig pojęłaby, co robiła ta brunetka.
Mogłaby zdemaskować cały jej plan
jeszcze zanimby się zaczął, a to na pewno zmieniłoby cały bieg tej historii, a
zakończenie byłoby już zupełnie inne.
Ale nie spojrzała. Nagły przypływ
pewności siebie oślepił młodą Gryfonkę i sprawił, że zmarnowała jedną z
nielicznych szans demaskacje sługi, który od tej pory pilnował się już o wiele
lepiej; nie popełniał już błędów, a przynajmniej nie w ukrywaniu się. Cyniczny
uśmiech pojawił się na twarzy dziewczyny. Teraz to jej przyszło napisać list.
Pół godziny
później Alicja siedziała przy prostym, drewnianym biurku w swoim dormitorium.
Pisała esej na zielarstwo i całkowicie ją to pochłonęło. Uwielbiała ten
przedmiot i często nieśmiało marzyło jej się zostanie w przyszłości jego
nauczycielem.
Czuła się nieco uspokojona. Cieszyła
się, że wreszcie wykonała jakiś ruchy czy to mądry, czy głupi. W ostatnim tygodniu
ostatecznie przekonała się, że bezczynność jest jednym z najgorszych możliwych
stanów, które mogą dopaść człowieka.
Uśmiechnęła się, wyobrażając sobie
dalszy bieg wydarzeń. Alberta dostanie list, odpisze jej i zapewni o swoim
bezpieczeństwie. Potem spotka się z nią i ze szczegółami opowie o wszystkim, co
ją spotkało. Tak, na pewno tak właśnie będzie.
Na
pewno…
Delikatny stukot zwrócił uwagę Alicji,
która uśmiechnęła się szeroko na widok dużej sowy, która dobijała się do środka
przez okno. Otworzyła jej je natychmiast, a ta wleciała do środka i przycupnęła
na brzegu biurka. Była naprawdę ogromna.
Dziewczyna szybko odwinęła liścik i
poczęstowała zwierze sowim przysmakiem, który trzymała w szufladce. Ta od razu
wyleciała na dwór.
Rozwinęła rulonik i zaczęła czytać:
10
października.
Wieża
Astronomiczna.
2.00.
A.T
P.S.
Nie odpisuj, jestem obserwowana.
Zamarła.
- Co ja zrobiłam? – szepnęła cicho do
siebie.
Zupełnie zapomniała o niedokończonym
eseju.