Zamaszystym
krokiem przemierzała puste korytarze, nie oglądając się za siebie. Kręciła
lekko biodrami i co chwilę odgarniała z twarzy niesforne kosmyki długich,
ciemnych włosów. Szata powiewała za nią delikatnie, a mrok, który ogarniał cały
zamek, dawał temu wszystkiemu dość złowieszczy efekt. Patrząc na nią odnosiło
się wrażenie, że zna ona jakąś tajemnicę, której za nic nie zamierza nikomu
powierzyć. Jej wyraz twarzy, poważny i zdecydowany, za nic nie pasował do
pięknych rys, które ją żłobiły. Był to kontrast niesłychany, ale zdawał się
całkowicie dopełniać jej charakter, który uzewnętrzniał się w tej właśnie
chwili.
Skręciła w prawo i zatrzymała się pod
długimi, krętymi schodami prowadzącymi na samą wieżę. Stanęła nieco w cieniu i
uważnie obserwowała wszystko dookoła. Czekała na coś i za nic nie potrafiła
tego ukryć, choć emocje maskowała tak jak najlepsza aktorka z trudem by
próbowała.
- Zawsze punktualna – usłyszała za
sobą chłodny, kpiący głos mężczyzny z zakapturzoną twarzą.
Wzdrygnęła się nieco i odwróciła do
niego z kamiennym wyrazem twarzy. Milczała przez chwilę, po czym rzuciła
spokojnie:
- Spóźniłeś się…
Mężczyzna prychnął cicho i zrzucił
kaptur. Blada cera, którą podkreślały ogromne cienie pod oczami, od razu
rzucała się w oczy. Wyglądał na kogoś, kto od lat, pogrążony w mroku i
nienawiści, nie widział słońca i jego promieni delikatnie omotujących ludzi
wciągu dnia. Wydawał się być też nieco zaniedbany. Droga szata zupełnie do
niego nie pasowała, leżała na nim w sztywny, nienaturalny sposób. Długie,
nierówne włosy opadały mu na jasne oczy, które, w tej chwili, bardzo dokładnie
taksowały dziewczynę.
- Nie sądziłem, że się pojawisz…
Myślałem, że stchórzysz, ale Felix był pewny tego, że przyjdziesz. Chyba
muszę zacząć go częściej słuchać. Do tej pory wszystkie jego osądy były
nieomylne…
- Gdzie on jest?! – zapytała
niepewnie, rozglądając się dookoła.
- Nie przyjdzie… - odparł mężczyzna z
paskudnym uśmieszkiem na twarzy. – A co, nie poradzisz sobie bez swojego obrońcy?
Dziewczyna zmrużyła wściekle oczy i
uniosła gniewnie podbródek, który drgał jej od ledwo tłumionych emocji.
- Oczywiście, że dam sobie radę –
odparła dumnie. – Myślałam tylko, że to on ma się mną zająć. Za nic nie
przypuszczałabym, że przyjdzie tu taka miernota jak ty – wycedziła przez zęby.
Śmierciożerca zaśmiał się, a jego głos
potoczył się echem po korytarzu. Spojrzał na nią na pół z rozbawieniem, a na
pół z pogardą.
- Felix jest jednym z ulubieńców
Czarnego Pana. Myślisz, że zajmowałby się tobą?! On ma ważniejsze sprawy
do roboty niż niańczenie jakiejś nastolatki! – powiedział, z trudem
maskując rosnącą w nim gorycz.
- Czyżby przemawiała przez ciebie
mała… zazdrość? – zauważyła celnie. - Myślę, że Czarny Pan o wiele
lepiej potrafi ocenić wasze kompetencje, nie sądzisz? – teraz to na jej
twarzy pojawił się ten złowróżbny uśmiech.
- Czarny Pan nie popełnia błędów… -
odparł spokojnym, wyplutym z emocji głosem. Podszedł do dziewczyny, tak że
dzieliła ich odległość zaledwie kilku centymetrów i wykrzywił usta w czymś na
kształt ponurego uśmiechu. – Mam ci przedstawić twoje zadanie. Może uda ci się
mu podołać, choć szczerze w to wątpię. Będziesz potrzebowała naprawdę wiele,
wiele szczęścia...
Z trudem pohamowała cisnącą się jej na
usta złośliwą ripostę, stojąc spokojnie i wpatrując się w niego. Lekki wietrzyk
wleciał, przez otwarte okna, i omotał ją całą. Zadrżała z zimna, które zdawało
się ją nieco otrzeźwić i na nowo rozwiązać język.
- Mów – rzuciła w kierunku mężczyzny
spokojnym, nieznoszącym sprzeciwu tonem. – Zrobię wszystko, co każe mi Czarny
Pan…
- Jak my wszyscy – odparł mężczyzna,
porzucając swój ironiczny ton. – Na tym właśnie polega nasze zadanie...
Nie wiedziała, co odpowiedzieć,
więc tylko skinęła głową, nie spuszczając z niego wzroku. Była pewna, zarówno
siebie, jak i roli, którą wkrótce miała obrać w cudzej rozgrywce i walce o
wszystko…
Blask księżyca delikatnie prześwitywał
przez grube okna zamku, a cykanie świerszczy objęło całe błonia. Noc była
zimna, nawet jak na jesień, ale nie wydawała się w najmniejszym stopniu
niezwykła. Nikt nie sądziłby, że to właśnie wtedy machina ruszyła, a wielka
historia rozpoczęła swój bieg. Piaski czasu powoli sypały się w dół
gigantycznej klepsydry, niebezpiecznie odmierzając czas, jaki im wszystkim
pozostał. Przeznaczenie już zdecydowało. Podjęło decyzję o losie, który ich
spotka. Już wiedziało, jak wszystko się zakończy i, jak wiele zmieni w życiu
wszelkich istnień. Wszystko z góry zaplanowało niczym najlepszy strateg
obmyślałby największą wojnę swego życia. Każde słowo…, ruch…, każdy
czyn…Wszystko było już przewidziane i nie miało w sobie nic ze spontaniczności,
o jaką ludzie tak zawsze się starają. Już tę parę lat wstecz było przecież wiadomo,
co się wydarzy… Choć żaden człowiek jeszcze o tym nie wiedział…