13 listopada 2012

PROLOG „Machina ruszyła; wielka historia rozpoczęła swój bieg…”


Zamaszystym krokiem przemierzała puste korytarze, nie oglądając się za siebie. Kręciła lekko biodrami i co chwilę odgarniała z twarzy niesforne kosmyki długich, ciemnych włosów. Szata powiewała za nią delikatnie, a mrok, który ogarniał cały zamek, dawał temu wszystkiemu dość złowieszczy efekt. Patrząc na nią odnosiło się wrażenie, że zna ona jakąś tajemnicę, której za nic nie zamierza nikomu powierzyć. Jej wyraz twarzy, poważny i zdecydowany, za nic nie pasował do pięknych rys, które ją żłobiły. Był to kontrast niesłychany, ale zdawał się całkowicie dopełniać jej charakter, który uzewnętrzniał się w tej właśnie chwili.
Skręciła w prawo i zatrzymała się pod długimi, krętymi schodami prowadzącymi na samą wieżę. Stanęła nieco w cieniu i uważnie obserwowała wszystko dookoła. Czekała na coś i za nic nie potrafiła tego ukryć, choć emocje maskowała tak jak najlepsza aktorka z trudem by próbowała.
- Zawsze punktualna – usłyszała za sobą chłodny, kpiący głos mężczyzny z zakapturzoną twarzą.
Wzdrygnęła się nieco i odwróciła do niego z kamiennym wyrazem twarzy. Milczała przez chwilę, po czym rzuciła spokojnie:
- Spóźniłeś się…
Mężczyzna prychnął cicho i zrzucił kaptur. Blada cera, którą podkreślały ogromne cienie pod oczami, od razu rzucała się w oczy. Wyglądał na kogoś, kto od lat, pogrążony w mroku i nienawiści, nie widział słońca i jego promieni delikatnie omotujących ludzi wciągu dnia. Wydawał się być też nieco zaniedbany. Droga szata zupełnie do niego nie pasowała, leżała na nim w sztywny, nienaturalny sposób. Długie, nierówne włosy opadały mu na jasne oczy, które, w tej chwili, bardzo dokładnie taksowały dziewczynę.
- Nie sądziłem, że się pojawisz… Myślałem, że stchórzysz, ale Felix był pewny tego, że przyjdziesz. Chyba muszę zacząć go częściej słuchać. Do tej pory wszystkie jego osądy były nieomylne…
- Gdzie on jest?! – zapytała niepewnie, rozglądając się dookoła.
- Nie przyjdzie… - odparł mężczyzna z paskudnym uśmieszkiem na twarzy. – A co, nie poradzisz sobie bez swojego obrońcy?
Dziewczyna zmrużyła wściekle oczy i uniosła gniewnie podbródek, który drgał jej od ledwo tłumionych emocji.
- Oczywiście, że dam sobie radę – odparła dumnie. – Myślałam tylko, że to on ma się mną zająć. Za nic nie przypuszczałabym, że przyjdzie tu taka miernota jak ty – wycedziła przez zęby.
Śmierciożerca zaśmiał się, a jego głos potoczył się echem po korytarzu. Spojrzał na nią na pół z rozbawieniem, a na pół z pogardą.
- Felix jest jednym z ulubieńców Czarnego Pana. Myślisz, że zajmowałby się tobą?! On ma ważniejsze sprawy do roboty niż niańczenie jakiejś nastolatki! – powiedział, z trudem maskując rosnącą w nim gorycz.
- Czyżby przemawiała przez ciebie mała… zazdrość? – zauważyła celnie. - Myślę, że Czarny Pan o wiele lepiej potrafi ocenić wasze kompetencje, nie sądzisz? – teraz to na jej twarzy pojawił się ten złowróżbny uśmiech.
- Czarny Pan nie popełnia błędów… - odparł spokojnym, wyplutym z emocji głosem. Podszedł do dziewczyny, tak że dzieliła ich odległość zaledwie kilku centymetrów i wykrzywił usta w czymś na kształt ponurego uśmiechu. – Mam ci przedstawić twoje zadanie. Może uda ci się mu podołać, choć szczerze w to wątpię. Będziesz potrzebowała naprawdę wiele, wiele szczęścia...
Z trudem pohamowała cisnącą się jej na usta złośliwą ripostę, stojąc spokojnie i wpatrując się w niego. Lekki wietrzyk wleciał, przez otwarte okna, i omotał ją całą. Zadrżała z zimna, które zdawało się ją nieco otrzeźwić i na nowo rozwiązać język.
- Mów – rzuciła w kierunku mężczyzny spokojnym, nieznoszącym sprzeciwu tonem. – Zrobię wszystko, co każe mi Czarny Pan…
- Jak my wszyscy – odparł mężczyzna, porzucając swój ironiczny ton. – Na tym właśnie polega nasze zadanie...
 Nie wiedziała, co odpowiedzieć, więc tylko skinęła głową, nie spuszczając z niego wzroku. Była pewna, zarówno siebie, jak i roli, którą wkrótce miała obrać w cudzej rozgrywce i walce o wszystko…

Blask księżyca delikatnie prześwitywał przez grube okna zamku, a cykanie świerszczy objęło całe błonia. Noc była zimna, nawet jak na jesień, ale nie wydawała się w najmniejszym stopniu niezwykła. Nikt nie sądziłby, że to właśnie wtedy machina ruszyła, a wielka historia rozpoczęła swój bieg. Piaski czasu powoli sypały się w dół gigantycznej klepsydry, niebezpiecznie odmierzając czas, jaki im wszystkim pozostał. Przeznaczenie już zdecydowało. Podjęło decyzję o losie, który ich spotka. Już wiedziało, jak wszystko się zakończy i, jak wiele zmieni w życiu wszelkich istnień. Wszystko z góry zaplanowało niczym najlepszy strateg obmyślałby największą wojnę swego życia. Każde słowo…, ruch…, każdy czyn…Wszystko było już przewidziane i nie miało w sobie nic ze spontaniczności, o jaką ludzie tak zawsze się starają. Już tę parę lat wstecz było przecież wiadomo, co się wydarzy… Choć żaden człowiek jeszcze o tym nie wiedział…

2 komentarze:

  1. Zaciekawiłaś mnie swoją opowieścią. Będą kolejne rozdziały, gdyż jestem ciekawa dalszego ciągu?

    Pozdrawiam sedecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, kolejny rozdział pojawi się już wkrótce. Pierwszych siedem mam już dawno napisane, więc na pewno je opublikuje. :)

      Usuń